Joe Black (1998)


W piątkowy wieczór zdecydowałam, że pora obejrzeć jakiś film. Mój wybór padł na ekranizację z Anthonym Hopkinsem - moim ulubionym aktorem. Joe Black. Oglądałam go już lata temu, ale nie mogłam przypomnieć sobie o czym opowiada; nie skupiałam się na fabule, miałam 7 lat (film nie dla osób w tym wieku). O 20:00 byłam wpatrzona w ekran i wyczekiwałam pierwszych reklam sponsorowanych. Wreszcie nadeszła cudowna chwila, a ja z uśmiechem na twarzy wciągnęłam się w film, i nawet nie poczułam mijającego czasu - 3 godziny!
Pierwsze sceny przedstawiają Williama Parrisha (Hopkins) przebijającego się między córkami - starszą i młodszą, które organizują jego 65 urodziny. Ranka od którego wszystko się zaczyna, młodsza córka Susan (Claire Forlani) wybiera się do pracy - jest lekarzem. Przed zajściem do szpitala przychodzi do małej kawiarenki, a tam spotyka tajemniczego blondyna (Brad Pitt), który elektryzuje wszystkich wokół uśmiechem. Chwilę rozmawiają, a następnie rozchodzą w różne strony. Kilka razy się odwracają, jednak nie napotykają swojego wzroku. Chwilę potem młodzieniec ginie w wypadku samochodowym.
William Parrish zasiada do obiadu z rodziną. Przez cały dzień słyszy głos w swojej głowie, w pewnej chwili dostaje nieoczekiwanego bólu serca. Przy obiedzie głos się uaktywnia - mówi, że stoi pod drzwiami. Parrish woła służbę i prosi o upewnienie się, czy naprawdę ktoś czeka na wpuszczenie. Okazuje się, że owszem, a Williama czeka pełna wrażeń wizyta śmierci, która zjawia się w jego progach na wakacje.
Brzmi egzotycznie? Wcale nie! Tak naprawdę film zawiera wiele trafnych i pięknych sformułowań, pokazuje piękno życia i śmierci. Widz przez cały czas obserwuje zmiany zachodzące w Joe - na początku nie potrafi się przystosować do norm panujących w świecie ludzi, jednak po pewnym czasie odkrywa w sobie uczucia, pragnienie bliskości. Kiedy nadchodzi chwila pożegnania z Susan jest mu bardzo trudno, płacze, nie chce odchodzić.


Nie zdradzę wam kim okazuje się owa śmierć, choć pewnie już się domyśliliście.
Punktem kulminacyjnym jest na pewno wyznanie Susan przy pożegnaniu: "Kocham Cię, zakochałam się w Tobie od naszego pierwszego spotkania, wtedy w kawiarni, kiedy powiedziałeś, że kiedy już spotkasz swoją żonę, będziesz się o nią troszczył jak o nikogo innego". Te słowa miażdżą Joe serce, uznaje, że naprawdę musi zniknąć, a wybrance serca oddaje pierwotnego właściciela ciała.
Polecam ten film każdemu, bez względu na zamiłowanie do romansów, czy też jego brak. Jest piękny, pomimo trochę nierealnego wyobrażenia film jest prawdziwy, ludzki. Przepiękny.


0 komentarze:

Prześlij komentarz