Wakacje są naprawdę niezwykłe - zmuszają mnie do oglądania tzw. "wyciskaczy łez".
Mój dzisiejszy wybór padł na kolejną ekranizację Nicholasa Sparksa. "Pamiętnik" oglądałam setki razy i wspominam bardzo czule stąd też moje zdecydowanie na "Bezpieczną przystań".
Film rozpoczyna brunetka, która z krzykiem wybiega z domu, biegnie przez ulicę i z płaczem wpada do mieszkania sąsiadki. To jest oczywiście na plusa - główna bohaterka przez cały czas przeżywa osobliwe retrospekcje, dzięki czemu odkrywa nowe karty przeszłości przed widzem.
Ekranizacja trwa niecałe dwie godziny, a czas ten ciągnie się w nieskończoność. Po pewnym czasie znudziło mnie już po prostu wszystko i miałam ochotę włączyć sobie coś innego.
Gra aktorska nie wyróżnia się zbytnio kunsztem, można by rzec: jest poniżej przeciętnej. Nudna jest scenografia (rzecz dzieje się albo w sklepie, albo przed sklepem, albo w domu głównej bohaterki), scenariusz, aktorzy tudzież sama fabuła, a raczej jej brak.
Wszystko ma opowiadać o bitej przez męża młodej kobiecie, która od niego ucieka i zakochuje się w trochę nieśmiałym i nie będę oszukiwać - ograniczonym mężczyźnie, którego żona zmarła przez raka. Właściwie, widz poznaje żonę od samego początku - pojawia się jako sąsiadka, potem przyjaciółka. Mało realistyczne oraz tragicznie przedstawione.
Wszystko jest w porządku, dopóki o swoim istnieniu nie przypomina mąż - wiecznie upojony alkoholem gliniarz. Rozsyła po całym kraju listy gończe głoszące o morderstwie dokonanym przez małżonkę. Wskutek tego zostaje zawieszony w pracy, jednak zbytnio się tym nie zniechęca. Wsiada pijany do samochodu, nawiedza głównych bohaterów co kończy się koszmarnie - podpala ich dom i strzela sobie w twarz (?).
Moje największe zażenowanie pojawiło się w chwili, kiedy szczęśliwa rodzinka siedzi przed domem (który przecież został spalony!) i pokazywane są już te podsumowujące sceny - czułe uściski, całusy. Wszyscy płyną kajakiem (jak na mój gust to była łódź, ale nie zgłębiam wyobrażeń reżysera) jedzą marchewki i posyłają do siebie uśmieszki. Tak jakby chwilę wcześniej nie spłonął im dom, a dotychczasowy współmałżonek nie dał sobie w palnik.
Pomimo wszelkich absurdów film idealnie nadaje się dla kobiet spędzających wieczór tak jak ja - w nudnej samotności z akompaniamentem deszczu bębniącego o okna.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)






0 komentarze:
Prześlij komentarz