Rogi (2014)


Z góry przepraszam za wyjątkowo rzadkie pojawianie się postów. Nawet nie zawiadomiłam Was o nowej autorce - do mnie dołączyła także moja przyjaciółka Weronika. Musicie nam wybaczyć; obydwie mamy mnóstwo nauki i trudno nam jest znaleźć na chwilę odpoczynku, a co dopiero mówić o napisaniu recenzji na blogu.
Film "Rogi" prześladował mnie już od dłuższego czasu - na Facebooku, Onecie, Asku. W zeszłym tygodniu odważyłam się go obejrzeć. Już od dawna nie oglądałam tak niesamowitego filmu!


Muszę przyznać, że do filmu jeszcze bardziej przyciągnęła mnie data jego premiery - moje urodziny! Uwielbiam Daniela Radcliffa, tym bardziej gdy pokazuje się w innym filmie niż w Harrym Potterze.
Ekranizacja podobała mi się od pierwszych chwil, nawet wtedy gdy gubiłam się w sensie i wątku (zwróćcie uwagę - na początku wszystko jest przedstawione bardzo chaotycznie). Gra Daniela jest perfekcyjna, muzyka nadaje charakteru... nie zapominajmy jednak o reszcie aktorów! Każda postać zbudowana jest w odmienny, ciekawy sposób. Tak naprawdę polubiłam wszystkich bohaterów z Terry'm (Joe Anderson), bratem Igga (Radcliffe) na czele. Wyjątek stanowiła Merrin (Juno Temple), która wydała mnie się kompletnie nieadekwatna do filmu. Nie mam pojęcia czy to kwestia kiepskiego aktorstwa, czy po prostu pójścia na łatwiznę z osobowością jednej z głównych bohaterów, ale rudowłosa piękność wydała mi się kompletnie... pusta. Odebrałam ją jako zestresowaną, pierdółkowatą dziewczynkę, która sama nie wie czego chce i miesza tylko w życiu innych.


Pomimo wielu krwawych scen, nie określiłabym gatunku filmowego "Rogów" jako horroru. Sceną, która wprawia w lekkie "otępienie" (nawet nie strach, spokojnie) jest odstrzelona głowa "Golonki" (Michael Adamthwaite). Na szczęście jest pokazana mimochodem i nieszczególnie trafiła w moje poczucie obrzydliwości.
Interesującą postacią jest Lee Tourneau (Max Minghella), który od samego początku uchodzi za ogarniętego, grzecznego i wyrozumiałego przyjaciela Igga Perrish'a. Widz myśli, że jest także człowiekiem sukcesu - z filmu dowiadujemy się, że jest prężnie działającym prawnikiem. Odbieramy go jako siódmy cud świata, kogoś wartego zaufania i zawsze uśmiechniętego. W rezultacie okazuje się, że to tylko gra pozorów! Chyba jego postać zrobiła na mnie największe wrażenie. Poraziła mnie ta różnica w jego zachowaniach, to, jak dziwna może być psychika ludzka.
Myślę, że "Rogi" to tegoroczny filmowy "must see", bez którego nie wyszłoby żadne piżama party czy luźne spotkanie ze znajomymi. Ekranizacja jest dopięta na ostatni guzik.

0 komentarze:

Prześlij komentarz