Nadal jestem w szoku, że obejrzałam film o takiej tematyce. Chyba byłam na tyle zmęczona i znudzona wszystkim wokół, iż nawet nie zależało mi na w miarę normalnej ekranizacji. Właściwie, to o oglądaniu przesądziło nazwisko jednego z aktorów - Skarsgard. Uznałam, że skoro jakiś Skarsgard tam gra to w porządku, obejrzę.
Już od samego początku byłam mocno zdziwiona i muszę przyznać, że przez sporą część filmu nie nadążałam za akcją i wypowiadanymi słowami. Fakt, wersja, którą miałam okazję zobaczyć, była z naprawdę drażniącym lektorem (mówił jak typowy wieśniak i naprawdę dziwnie akcentował wszystko co mówił). W każdym razie - ekranizacja zaczyna się od wyjścia Seligmana (Stellan Skarsgard). Już wraca do domu, gdy wtem zauważa nieprzytomną kobietę leżącą w ciemnym zaułku. Wszystko byłoby bardzo ciekawe i wciągające, gdyby nie dobór muzyki. Nie wiem kto był za nią odpowiedzialny, ale serio, pobita kobieta zdycha w jakimś ponurym kącie, a w tle słychać ostre dźwięku Rammsteinu? Według mnie to kompletny niewypał.
Zamysł filmu jest naprawdę interesujący, ale sposób wykonania chaotyczny. Kiedy Seligman odnajduje Joe (Charlotte Gainsbourg) zabiera ją do domu. Ponieważ kobieta nie chce jechać do szpitala czy na policję, postanawia streścić swojemu wybawcy historię dotychczasowego życia.
Kluczową postacią jest zdecydowanie Jerome (Shia LeBeouf), ale przez świetnego lektora i zamęt od pierwszych scen nie zrozumiałam, gdzie właściwie zaczęła się znajomość głównej bohaterki z przystojnym mężczyzną.
Największym plusem całego filmu jest młoda Joe (Stacy Martin). Myślę, że jej rola została odegrana perfekcyjnie.
Trzeba przyznać, że niektóre sceny są kłopotliwe i niewątpliwie obrzydliwe. Kiedy na ekranie przewijały się fotografie penisów myślałam, że naprawdę zwymiotuję. Rozumiem, że "Nimfomanka" jest o seksie, o przeżyciach Joe z różnymi mężczyznami, ale sądzę, że bez tej sceny film na pewno bardziej by mi się podobał.
Bardzo ciekawym elementem filmu jest sposób kręcenia. Przedstawione wydarzenia są ponure, bije z nich smutek i przygnębienie. Mogę szczerze przyznać, że właśnie przez to nie wyłączyłam ekranizacji po pierwszych piętnastu minutach.
Podsumowując - mimo kiepskiego doboru muzyki i chaotycznego przedstawienia historii Joe, "Nimfomankę" należy obejrzeć zdecydowanie przez sam zamysł. Życie młodej kobiety naprawdę porusza i wprawia w niemałe zakłopotanie oraz litość.
Etykiety:
Charlotte Gainsbourg,
dramat,
erotyka,
Lars von Tier,
Shia LeBeouf,
Stacy Martin,
Stellan Skarsgard,
średnie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)






0 komentarze:
Prześlij komentarz