Złodziejka książek (2013)


Na wstępie chciałabym przeprosić za brak notek z mojej strony. Postaram się nadrobić nieobecność na blogu.

Ah, jak miło, gdy to mnie przypada przyjemność wypowiadania się na temat filmu "Złodziejka książek". Postaram się nie słodzić za bardzo, aczkolwiek to będzie bardzo trudne - jest to jeden z moich ulubionych filmów.

Już od samego początku widzimy, że małej dziewczynce o imieniu Liesel przytrafiają się same koszmarne rzeczy. W drodze do nowego domu umiera jej brat. Matka porzuciła ją, gdyż była poszukiwana za poglądy komunistyczne. Tak więc, łatwo nie miała.
I tu zaczyna się moja ulubiona scena - przybycie na ulicę Niebiańską. Nigdy nie pomyślałam, że polubię postacie fikcyjne do tego stopnia. Hansa Hubermanna chciałabym mieć za ojca, który wieczorami przygrywałby na akordeonie z smutną, ale interesującą historią. Rosy Hubermann bałabym się jak nikogo innego, ale kochałabym za dobroduszne serce i piękno wypływające z jej ust w postaci słów "I co się, dupki, tak patrzycie?!".
Nikt w tym filmie nie jest idealny. To w nim najpiękniejsze.


Ciekawym wątkiem książki (niestety, tego w filmie nie ukazano) jest historia pewnego Żyda, Maxa Vandenburga.
Film ten budził we mnie sprzeczne uczucia. W jednej chwili miałam ochotę się śmiać z przyjaciela Liesel, Rudy'ego Steinera, następnie płakałam w chwili śmierci bohaterów.

Gdy pewną ulicą, niedaleko domu Liesel, odbywał się przemarsz Żydów, dziewczyna poszukiwała Maxa. Odszedł jakiś czas temu z domu Hubermannów, by nie musieli się zamartwiać, czym jego oraz siebie wykarmić. W sercu czułam rozpacz, widząc obłąkanie na twarzy złodziejki książek, próbującej znaleźć przyjaciela.
Nieważne, ile razy ktoś obejrzy ten film, prawdopodobnie wciąż na nowo będzie (uwaga: spoiler!) przeżywał tragiczną śmierć chłopca, który był zakochany po uszy w Liesel, jego rodzinę oraz opiekunów dziewczynki.
Nie zapomnę kobiety, która zimą siedziała przy otwartym oknie, by móc poczuć na nowo ból i rozpacz po stracie ukochanej osoby.
To jeden z tych filmów, które pokazują realia wojny. Dzięki nim, choć w pewnym stopniu, możemy poczuć trwogę i przenikający smutek.
Podobał mi się również świąteczny prezent od Maxa dla Liesel.



Sposób, w jaki książka została napisana, oraz jak został przedstawiony film, jest wart obejrzenia.





0 komentarze:

Prześlij komentarz