Witam wszystkich po dośc (nie działa mi "ci" na klawiaturze, wybaczcie!) długiej przerwie. Była ona spowodowana wieloma czynnikami, na które nie miałam wpływu - operacja, szkoła, wyjazdy. Przyznam, że musiałam sobie też przemyślec wiele ważnych spraw, nie tylko blogowych, ale także życiowych. Teraz jednak obie z Weroniką mamy mnóstwo filmów do zrecenzowania; uznałam, że miłym wstępem będzie "Wiek Adaline"!
Kiedy tylko zobaczyłam zwiastun wspomnianego wyżej filmu uznałam, że koniecznie muszę to zobaczyc. Dzień po premierze pobiegłam do kina. Spodziewałam się czegoś zmysłowego, spektakularnego; czegoś, co mnie zahipnotyzuje. I już od pierwszych minut filmu wiedziałam, że się nie pomyliłam.
Gdzie leży pies pogrzebany? Adaline (przepiękna Blake Lively) w dośc młodym wieku ulega tragicznemu wypadkowi samochodowemu. W jego wyniku nigdy się nie starzeje. Brzmi rewelacyjnie? Wcale tak nie jest. Obserwuje starośc swojej córki, musi zmieniac nazwisko i uciekac po całym świecie przed służbami władzy i.... miłością.
Film nie jest jedynie pouczającą opowieścią dla wszystkich pań zakochanych w młodej, niezniszczonej wiekiem skórze. To podróż po wielu dekadach w modzie (nie ma sceny w której Blake wyglądałaby niekorzystnie, przysięgam), turystyce (proszę patrzec na samochody i inne pojazdy, coś wspaniałego) oraz wielu innych dziedzinach życia codziennego. Ekranizacja jest zaskakująco spójna, ciekawa; naprawdę nie miałam ochoty, żeby pojawiły się napisy końcowe.
Punktem kulminacyjnym całej historii jest spotkanie Adaline z Williamem (najwspanialszy Harrison Ford, ach...), ojcem mężczyzny, którego główna bohaterka postanawia obdarzyc uczuciem. Wydarzenie to okraszone jest w najróżniejsze wnioski, które powinny utkwic nam w pamięci do końca życia. Pokazuje, że miłośc może przezwyciężyc wszystko, że nie można przed nią uciekac.
Etykiety:
Blake Lively,
Harrison Ford,
Lee Toland Krieger,
melodramat,
Michiel Huisman
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)







0 komentarze:
Prześlij komentarz