Obejrzałam całkiem niedawno i nie jestem specjalnie zadowolona. Najgorsza część Jamesa Bonda jaką kiedykolwiek miałam okazję zobaczyć.
Przede wszystkim opłakane dialogi - są tak sztuczne, że nieraz nie mogłam uwierzyć, że ktoś mógł wpaść na umieszczenie w scenariuszu tak plastikowej wypowiedzi. Akcja toczy się szybko a wszystko zmontowane jest obłędnie chaotycznie. W jednym momencie Bond jest tu, chwilę później jest tam, a ja po pięciu minutach mam ochotę zwrócić.
Fabuła opowiada o... właściwie trudno określić, o czym ona nie opowiada. W skrócie: poprzedni pupilek szefowej Bonda zaczyna szaleć i przychodzą mu do głowy dziwaczne pomysły. Potem zachowuje się jak gej, potrafi przekręcać szczęką i naprawdę, miałam mętlik w głowie od wycia Adele i całej beznadziejności zebranej w jednej opowieści.
Szczególnie rozbawiła mnie próba zrobienia z jednej z aktorek seksbomby, która onieśmieli Bonda i resztę facetów. Charakteryzatorzy byli blisko, gdyby nie szlug między jej palcami. Żadna seksbomba/dama/szanująca się/elegancka kobieta nie trzymałaby w ten sposób papierosa. Nawet ja to wiem, choć mam jedyne trzynaście lat.
Według mnie film jest kompletną porażką, ale widoki w Szwecji - niezapomniane i zupełnie cudowne.
Etykiety:
daniel craig,
dno,
james bond,
sam mendes,
sensacyjny,
żenada
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




0 komentarze:
Prześlij komentarz