Sztuka dorastania (2011)


Często bywa tak, że film wpada mi w ręce przypadkowo. A to przeglądam facebook, a to spotykam gdzieś reklamę. Tych sytuacji jest tak wiele, że mogłam wymieniać je godzinami. "Sztuka dorastania" dała o sobie znać na wyżej wspomnianej twarzksiążce oraz tumblrze. Pomyślałam: czemu by nie sprawdzić, czym wszyscy się tak ekscytują?


Obsada dość znana (no, przynajmniej w moim środowisku) i w sumie całkiem niezła, chociaż Emma Roberts w każdej roli wydaje mi się być taka sama.
Film opowiada o George'u (Frieddie Highmore), który pomimo młodego wieku nie ma chęci do życia i wszystko widzi w ciemnych barwach. W szkole idzie mu naprawdę kiepsko, a wszystko jest pogarszane jeszcze postawą chłopca, który na pytania nauczycieli zawsze znajduje inteligentną odpowiedź, którą dorośli i inni uczniowie biorą za żart.


Wszystko zaczyna się zmieniać gdy główny bohater poznaje Sally (Emma Roberts) - lubianą, popularną w szkole dziewczynę. Między nastolatkami kwitnie przyjaźń, która zaowocuje zupełną przemianą George'a.
W międzyczasie chłopiec poznaje także absolwenta szkoły Dustina (Michael Angarano), młodego malarza, który stara się motywować młodziaka do pracy nad swoją przyszłością.
Sytuacja komplikuje się, gdy Dustin zaczyna zabiegać o Sally a dziewczyna jeszcze bardziej go prowokuje.


Z bólem serca muszę przyznać, że film był nudny. Bardzo nudny. Nie trwa długo, a mi ciągnął się dramatycznie. Po trzydziestu minutach zaczęłam upewniać się ile jeszcze i odliczałam minuty do końca. Trudno mi jednoznacznie określić co było najgorsze - przewidywalność, przezroczystość. Każda postać (nawet główny bohater!) był kiepsko przedstawiony. Miało być niezwykle, a wyszło zupełnie przeciętnie.

0 komentarze:

Prześlij komentarz